Religia a wolność społeczna, jednostki i życie publiczne.

Okres świąteczny skłonił mnie do przemyśleń na temat religii a życia publicznego, religii a prawa oraz religii a wolności jednostki. W dzisiejszym artykule poruszę wszystkie te trzy kwestie, odnosząc się w libertariańskim, czy wręcz libertyńskim tonie do zależności między nimi.

Religia, a życie publiczne. Przede wszystkim kwestią, która jest najbardziej odczuwalna jest fakt, że dzięki świętom katolickim, ustalone są dni wolne od pracy. Zrozumiałe jest to w kraju takim, jak Polska, gdzie większość obywateli deklaruje się jako katolicy. W teorii państwo świeckie nie może pozwolić na to, by jedno wyznanie dyktowało dni wolne od pracy, a inne takich dni nie posiadało. Mimo to, z perspektywy praktycznej, i ateiści i wierzący są zadowoleni, bo kto nie lubi wolnego czasu? Drugą sprawą są kościoły, które istnieją dla swych wiernych. Jeśli ziemia jest w rękach kościoła, to wszystko jest w porządku. Denerwującym jest fakt ulg podatkowych, jakie kościołowi przysługują. Jest to społecznie niesprawiedliwe i wręcz skandaliczne, że tak bogata instytucja, jaką jest Kościół Katolicki (KK), nie odprowadza podatków. Powinno się to jak najszybciej zmienić. Czy jak ja założę firmę i okrzyknę się wierzącym w latające spodki, to ktoś da mi tę ulgę? Ano nie, stąd równość względem podatków powinna być ustalona bez wyjątków, z racji na sprawiedliwość społeczną. Kolejną kwestią jest obecność KK w mediach. Rozumiem, że w mediach o profilu religijnym programy są dostosowywane do obrządków katolickich i ich kalendarza. Jednakże programy religijne w mediach świeckich? Totalna bzdura. Czy ateistę interesuje zmartwychwstanie jakiegoś cieśli ponad dwa tysiące lat temu? Nie sądzę. Oczywiście na szczęście istnieje szerokie spektrum kanałów. Poza tym to właściciel medium decyduje, co emituje, zatem tutaj sprawę wyjaśnia własność prywatna i rozrządzanie nią według upodobań. Religii z TV wyrzucać prawnie nie można. Kwestie ekspozycji religii w sferze publicznej również nie mogą być ograniczane dopóki, dopóty nie jest ona narzucana osobom, które tego nie chcą vide: świadkowie Jehowy, których tak skutecznie KK oczernia i próbuje zniszczyć. Osobiście lubię z nimi porozmawiać, bo po 5 minutach rozmowy SAMI decydują, że chcą już iść, gdy wyśmiewam ich wierzeniowego szatana – ONZ – mówiąc, że mój dziadek był starszy od ich diabła. To tyle dygresji. Reasumując, dopóki nikt mi nie wmusza religii w żadnej sferze życia publicznego, dopóty mnie to nie przeszkadza, pakujcie koszyczki i do święconki.

Religia a prawo. Tutaj musimy powiedzieć stanowczo. Żadnej religii w prawie. Niestety w Polsce taki stan nie zaistniał. Nasze prawo jest bardzo przesiąknięte dogmatami katolicyzmu. Poglądy na temat aborcji, eutanazji, wolności zażywania substancji, jakiejkolwiek maści, są w typowo konserwatywny sposób zabronione. Oczywiście, bo papierosy i alkohol nie szkodzą i nie zabijają, a heroina tak. W prawie polskim istnieje jedna moralność – katolicka. Osoba świecka, której wartości moralne są bardziej liberalne, czuje się w tym kraju, niczym w więzieniu. Mało tego, dysputy dotyczące tych jakże drażliwych, przez to popularnych tematów opierają się zazwyczaj na sproszeniu osłów z sejmu – PiS kontra SLD, względnie Ruch Palikota. Innymi słowy niewykształceni w tej tematyce idioci kłócą się z innymi idiotami, bezustannie nawiązując do historii, a drudzy do innych krajów. Poważne podjęcie tematu powinno odbywać się w gremium przedstawicieli religii obecnych w Polsce, a także teologów i przede wszystkim filozofów świeckich. To chyba nigdy nie nastanie. Jacy politycy, takie prawo. Dopóki politycy będą w większości katoliccy, prawo będzie przesiąknięte moralnością katolicką i nie będzie akceptowało odmienności światopoglądowej, a szkoda. Dążąc do ideałów wolnościowych prawo powinno być liberalne i opierać się na moralności wewnętrznej jednostki, oczywiście z zastrzeżeniem czynów wpływających na wolność innych jednostek.

Czy osoba wierząca jest wolna? To bardzo filozoficzne pytanie. Odpowiedź zależy od poglądów, toteż przyznaję, że odniosę się do moich poglądów. Według mnie – zależy. Jeśli jesteś wierzącym katolikiem i zdajesz sobie sprawę, że spowiedź świętą ustanowił kościół w średniowieczu, by wiedzieć, co się dzieje w umysłach ludzi i kogo spalić na stosie za czarowanie, i z tego powodu do spowiedzi nie chodzisz, to brawa dla Ciebie. Pytanie pozostaje jedno, skoro uznając się za katolika przestrzegać musisz wszystkich zasad KK, to czy unikanie spowiedzi nie przekreśla Cię w tej roli? Zapewne tak, możesz siebie zwać zatem chrześcijaninem – bardzo dobry wybór. Co innego, w kwestiach wolności jednostki, w przypadkach osób, które w stu procentach wykonują zalecenia KK i żyją według nich. Z perspektywy filozoficznej są więźniami tych postanowień, lecz oni czują się wolni, ponieważ myślą, że robią to według swojej wolnej woli, której nie posiadają – przedstawię poglądy na temat „wolnej” woli u ludzi… i nie tylko, w przyszłym tygodniu, w kolejnym artykule. Prawdziwie wolną jednostką w zakresie takim, na jaki pozwala nasz umysł, jest osoba niewierząca, która sama decyduje, jakie wartości wyznaje, niejako tworząc świecką wersję religii, a mianowicie kręgosłup moralny. Każdy bowiem może decydować, co według NIEGO jest dobre, a co złe. Oczywiście istnieją granice, które na szczęście reguluje prawo, więc bez obaw – nie będzie masowych mordów, bo ktoś uzna to za coś pozytywnego. Poza tym uważam, że człowiek nie potrzebuje religii, by być dobrą istotą. Moralność mamy wrodzoną, mamy na tyle rozwinięty umysł, że umiemy postawić się na miejscu osoby krzywdzonej, by wiedzieć, że to krzywdzenie jest złe. Dla kogo zatem jest religia, jak to się stało, że nadal zbiera takie plony na świecie? Religia daje nadzieję, której osoby o słabym charakterze potrzebują. Obietnice. Jeśli będziesz wykonywał to i to, dostaniesz życie wieczne w pełnym szczęściu. Dobry biznes, co? Godzina tygodniowo w zimnym budynku, a po śmierci szczęście w transcendentnej wieczności. Tylko jednostki o przenikliwym umyśle, mocnym charakterze, odwadze, którzy zadają sobie wiele pytań odnośnie swojego istnienia, potrafią się pogodzić, że po śmierci nie ma niczego, zostaje tylko worek rozkładających się komórek.

Tym razem nie będę podsumowywał, kwestia zbyt szeroka i złożona, poza tym wszystko jest opisane powyżej. Dodam tylko, co stało się powoli zwyczajem, kolejny mądry (dla mnie) cytat.

„Każdy myślący człowiek jest ateistą” Ernest Hemingway

PS: Zapraszam też do konstruktywnej dyskusji wszystkich zainteresowanych, czy tutaj w komentarzach, czy pod postem na FB.

 

Reklamy

3 Komentarze on “Religia a wolność społeczna, jednostki i życie publiczne.”

  1. Justyna pisze:

    Gratuluję podjęcia tak trudnego tematu, bo w naszym kraju ciężko jest powiedzieć cokolwiek o ograniczeniu wpływów KK w nasze życie. Wydaje mi się też, że coraz więcej jest ateistów, ponieważ KK nie potrafi iść z duchem czasu, to jest instytucja bez żadnego rozwoju, oni ciągle siedzą w średniowieczu.
    Wg mnie jedyną nadzieją obecnego Kościoła jest papież, który wprowadza dużo zamieszania i oby zdążył coś zmienić, zanim się nim zajmą 😉 A religia zawsze będzie w pewien sposób ograniczająca, bo ma skłaniać nas do ciągłej pracy nad sobą. W żadnej religii nie będzie tak, że leżymy i pachniemy i mamy za to nagrodę. Nawet w codziennym życiu tak nie ma 😉 Religia zawsze będzie ingerowała w naszą wolność społeczną, ponieważ musimy przestrzegać jej zasad. Jedyną wolnością, którą mamy to wybór religii i możliwość przestrzegania zasad w niej panujących lub nie.

    • mindofliberty pisze:

      Naturalnie, że coś trzeba robić i zawsze tak będzie, w każdej religii. Ja wybieram po prostu wolność 😉

      Ponadto nad tym tematem można dywagować godzinami i napisać książkę, nie ująłem wszystkich przemyśleń w tym artykule, ponieważ uznałem, że byłby bardzo długi i wtedy mało kto dotrwał by do końca. W świecie filmików i obrazków trudno skłonić ludzi do czytania bardzo długich tekstów. 😉

  2. Dominik pisze:

    „Wolność jednostki jest dobrem wszystkich”

    Według mnie głównym powodem tego, że KK ma tak dużo do powiedzenia w Naszym kraju, jest to że „wypada”. Przekazywanie z pokolenia na pokolenie tradycji, które nie są Naszymi tradycjami wpływa na rozwój Państwa, w którym przyszło Nam żyć. „Weź ślub kościelny bo co powiedzą sąsiedzi”, „ochrzcij dziecko bo wypada”. Stąd też bierze się procent katolików w Polsce. Gdyby każdy wierzący miał przekazywać procent swoich zarobków na jakikolwiek związek wyznaniowy to liczba wierzący od razu spadła by na łeb na szyję.

    Księża zapraszani są wszędzie. A to na otwarcie orlika, a to na rozpoczęcie/zakończenie roku szkolnego. Jeśli tak dalej będzie to sytuacja się nie zmieni. Zresztą jaki jest procent ludzi, którzy chcą coś zmieniać w tym kraju ? Ja osobiście cieszę się , że powstają chociażby takie blogi. Miło jest upewnić się że żyją w tym kraju ludzie, którzy nie żyją w tym barachle prostoty. Że są ludzie, którzy mają chęć by coś napisać i starać się dotrzeć do innych umysłów.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów.

    Masz we mnie czytelnika 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s